Menu

Nasze Małe Wyprawy

Chwile i pamięć ludzka jest ulotna...dlatego postanowiłam opisać nasze małe wyprawy w góry by zachować choć trochę wspomnień tych pięknych lecz ulotnych chwil. Przygodę z górami tak na bardziej poważnie bo trudno tutaj mówić o jakichś profesjonalnych wyprawach rozpoczęliśmy końcem 2014 roku od Doliny Pięciu Stawów. Wcześniej zdarzały się małe wycieczki typu Morskie Oko czy też Gęsia Szyja, bez jakiegoś przygotowania sprzętowego - jak spojrzę na swoje stare zdjęcia i widzę sandały sportowe na moich stopach, to trochę ogarnia mnie śmiech i zarazem przerażenie. W ramach usprawiedliwienia dodam, iż tak było w 2009 r. podczas wycieczki do Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod Rysami. Potem dłuuugo nie było nic, aż w końcu postanowiliśmy wyruszyć do Doliny Pięciu Stawów i Morskiego Oka. I tak się to zaczęło...

12.02.2017 Pod Skrajnym Granatem 2225 m n.p.m. z Brzezin

naszemalewyprawy

Tym razem postanowiliśmy jechać wcześniej, bo o 4:00 - i udało się to zrobić.

W Brzezinach byliśmy o 6:15, a gotowi do drogi o 6:30.

Muszę przyznać, że czarny szlak w stronę Psiej Trawki bardzo mile nas zaskoczył. Nie trzeba było użyć raków, a wędrówka szlakiem odbyła się po bardzo równym jak na tatrzańskie warunki terenie - minimalne wzniesienia spowodowały że do Murowańca dotarliśmy już o 8:00 i ponadto nie czuliśmy żadnego zmęczenia.

20170212_065135

20170212_082906

20170212_072953

Pogoda dopisywała - bezchmurne niebo, pięknie wychodzące Słońce i zero wiatru.

 20170212_0828561

Przy schronisku, zatrzymaliśmy się by coś zjeść i założyć raki - czynności której nie cierpię robić... Spotkaliśmy tam nawet pięknego, brązowego psiaka - owczarka belgijskiego (Malinois).

O 8:30 postanowiliśmy iść w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Jak na stosunkowo wczesną godzinę, na szlakach było już sporo ludzi, którzy głównie (na nasze szczęście) dreptali w stronę Kasprowego Wierchu.

Odcinek do Stawu Gąsienicowego przebiegał bezproblemowo i przyjemnie z wyjątkiem ostatniego etapu, którego nie lubię - samego podejścia pod Staw.

Spora grupa turystów szła zimowym szlakiem na Karb/Kościelec, a jeszcze większa, do której zaliczaliśmy się także MY - przez Staw Gąsienicowy. Jak zwykle czułam lęk i obawy, że za moment będę pływać...choć lód miał grubość powyżej 60 cm (przy brzegu było tąpnięcie i widoczna grubość warstwy lodu).

Po przejściu przez staw, zaczęliśmy się zastanawiać który szlak wybrać: czy iść w stronę Zawratu i potem przy Zmarzłym Stawie odbić w lewo, czy też od razu za Stawem iść pod górę.

20170212090017

20170212092340

Po krótkim namyśle, postanowiliśmy iść "za tłumem" w stronę żółtego szlaku, prowadzącego na Skrajny Granat (początkowo mieliśmy zamiar dojść do Zadniego, ale złożyło się inaczej).

Zimowy szlak nieco odbiega od oznaczonego - przeszliśmy przez cały Staw Gąsienicowy, po czym odbiliśmy w lewo, ostro pod górę. I tak już zostało przez jakieś 1,5 godziny.

Śnieg był dość dobrze związany z podłożem i w zasadzie nie zapadał się pod moim ciężarem. Do połowy, było kilka delikatnie wydeptanych "ścieżek". 

20170212093348

20170212102409

20170212093338

20170212102418

Co chwilę odwracaliśmy się za siebie by oglądać widoki i coraz mniejszych ludzi, którzy przechodzili przez Staw. Ich ilość zwiększała się, jednak większość z nich szła na Przełęcz Zawrat.

Im wyżej, tym nachylenie stawało się większe ale nie było potrzeby wchodzenia na czworakach ;-) tylko kije były bardzo przydatne (nie wspomnę oczywiście o rakach, bo bez tego nie dałoby się nigdzie dojść).

Gdzieś w odległości 1/3 od szczytu, była już tylko jedna przetarta droga a raczej coś na wzór schodków.

20170212114550

Po drodze minęliśmy dwie grupy schodzące oraz na górze jedną, która już też zbierała się z powrotem. Szczyt mieliśmy dla siebie jednak nie pozostaliśmy tam na długo, bo ujemna temperatura zaczęła być dość mocno odczuwalna.

20170212111833

20170212115038

Kilka zdjęć na górze i powrót, to czego obawialiśmy się trochę. Jak się potem okazało, nie było czego. Wyciągnęliśmy jeszcze czekany, przytwierdziliśmy kije i wioooo na dół.

Postanowiliśmy zacząć zjazd.

Muszę przyznać, że było odlotowo! Dawno się tak nie ubawiliśmy.

20170212122513

Tym sposobem zaoszczędziliśmy jakieś 30 minut i w schronisku byliśmy już parę minut po 13.

Przy Stawie Gąsienicowym było coraz więcej ludzi a przy Murowańcu, jeszcze więcej. Skuszę się o stwierdzenie, że było tłoczno. Na szczęście udało się nam zdobyć miejsce siedzące w środku. Zjadłam pomidorową i przyznaję, że dorównuje tej ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów. Pyszna!

O 14 postanowiliśmy się zbierać na dół. Szło się wyśmienicie, nawet droga nam się nie dłużyła. Przy samochodzie byliśmy o 15:30.

Wyjazd jak zwykle udany w 100%, nowe doświadczenia - zjazd na tyłku z prawie samego szczytu :-)

Podejście wymagające dobrej a nawet bardzo kondycji, gdyż na odcinku 1,3 km wzbijamy się aż 570 m do góry, więc przewyższenie spore jak na takim krótkim odcinku.

Widokowo to cudowna trasa. Mówią, że szlak z Brzezin nie jest ciekawy - ja się z tym nie zgadzam, jak dla mnie jest bardzo fajny a przede wszystkim lekki i doskonale nadaje się w momencie, jeśli mamy zaplanowaną dalszą trasę.

20170212164242

plan_1

20170212124449

20170212122728

 

© Nasze Małe Wyprawy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci