Menu

Nasze Małe Wyprawy

Chwile i pamięć ludzka jest ulotna...dlatego postanowiłam opisać nasze małe wyprawy w góry by zachować choć trochę wspomnień tych pięknych lecz ulotnych chwil. Przygodę z górami tak na bardziej poważnie bo trudno tutaj mówić o jakichś profesjonalnych wyprawach rozpoczęliśmy końcem 2014 roku od Doliny Pięciu Stawów. Wcześniej zdarzały się małe wycieczki typu Morskie Oko czy też Gęsia Szyja, bez jakiegoś przygotowania sprzętowego - jak spojrzę na swoje stare zdjęcia i widzę sandały sportowe na moich stopach, to trochę ogarnia mnie śmiech i zarazem przerażenie. W ramach usprawiedliwienia dodam, iż tak było w 2009 r. podczas wycieczki do Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod Rysami. Potem dłuuugo nie było nic, aż w końcu postanowiliśmy wyruszyć do Doliny Pięciu Stawów i Morskiego Oka. I tak się to zaczęło...

01.10.2016 Slavkowsky Stit 2452 m n.p.m.

naszemalewyprawy

Tym razem wyruszyłyśmy wcześniej, już bo o 4 rano - dla niektórych to jeszcze noc ;-)

Do pokonania miałyśmy jakieś 160 km. Na miejscu (Stary Smokoviec) zameldowałyśmy się o 7:20 i od razu wyruszyłyśmy przed siebie.

W sumie to nie wiem jak to się stało, ale pomyliłyśmy szlaki i tym samym wydłużyłyśmy sobie trochę drogę. Zamiast od początku iść niebieskim szlakiem, poszłyśmy zielonym wzdłuż kolejki (Hrebienok) a następnie czerwonym, by dojść do właściwego - niebieskiego szlaku. Ta opcja jest o 3,5 km dłuższa, jednak nie czuje się tej odległości, gdyż droga prowadzi po równym terenie - polecam wybrać taki wariant dla małego urozmaicenia :-)

20161001_074906

Miś w Hrebienoku.

20161001_080541

20161001_072406

Kawałek czerwonego szlaku od Hrebenok'a aż do rozejścia szlaków Pod Slavkovskym stitom, prowadzi "odkrytą", bardzo przyjemną dla naszych nóg ścieżką.

Od rozejścia szlaków, zaczynamy wchodzić w las i pojawiają się przewyższenia, które będą nam towarzyszyć aż do samego końca. Będą one tylko zwiększać swoje nachylenie.

20161001_083619

Pogoda dopisywała...przynajmniej tak się nam wydawało.

Po średnio interesującej wędrówce przez las, dochodzimy do pierwszego punktu widokowego.

20161001_100218

Oczom ukazuje się doniosła Łomnica (2634 m n.p.m.) oraz sąsiadujące z nią szczyty takie jak: Łomnicka Baszta (Lomnicka veza 2215 m n.p.m.), Łomnicka Przełęcz (Lomnicke sedlo 2159 m n.p.m.).

20161001_100213

20161001_100208

20161001_100211

 W dole widzimy Dolinę Staroleśną (Veľká Studená dolina).

20161001_103543

Od tego miejsca, cały czas towarzyszą nam wspaniałe widoki.

DSCN4806

DSCN4812

Szlak prowadzi po dużych kamieniach.

DSCN4808

DSCN48141

DSCN48151

Jest to coś niesamowitego, jak pogoda bywa w górach zmienna...ciągu kilku sekund potrafi się zmienić, że w rezultacie nie widać nic.

DSCN48211

DSCN4817

DSCN4824

DSCN4822

W pewnym momencie pojawiło się widmo...

IMG_0017

Widmo Brockenu, to dość rzadkie zjawisko optyczne, polegające na zaobserwowaniu własnego cienia na chmurze znajdującej się poniżej obserwatora. Zjawisko to najczęściej można zobaczyć w wysokich partiach gór w warunkach, gdy obserwator znajduje się na linii pomiędzy słońcem a mgłą. Istnieje przesąd mówiący, że człowiek, który zobaczył widmo Brockenu, umrze w górach. Ujrzenie zjawiska po raz trzeci „odczynia urok”, co więcej – szczęśliwiec może się czuć w górach bezpieczny po wsze czasy. Na szczęście, nas chyba ten urok nie dotyczy, ponieważ widmo towarzyszyło nam co chwilę...w zasadzie, to do końca nie wiem jak to zinterpretować, bo widziałyśmy je tego dnia w nieokreślonej ilości. Pojawiało się i znikało co chwila.28

 Chmury i mgła przesłoniły całkowicie wszystko. Zaczęły pojawiać się obawy, czy na szczycie zobaczymy cokolwiek.

DSCN4826

DSCN4836

DSCN4833

DSCN4825

Cóż...trzeba było iść dalej. Pełne obaw i wizji (zaraz przypomniał się nam ubiegłotygodniowy Krywań) nie poddawałyśmy się i  podążałyśmy przed siebie.

Po jakimś dłuższym nieokreślonym czasie, dotarłyśmy we mgle na szczyt. I zaczęło się polowanie na widoki.

DSCN4840

Pogoda tak szybko się zmieniała, że niejednokrotnie nie udawało się zrobić nawet zdjęcia.

Na samym szczycie było bardzo zimno. Pomyśleć, że jeszcze kilka chwil temu szłam w samej koszulce bez bluzy i kurtki a tu nagle rękawice, czapka i inne wspomagacze. Uroki gór :-)

DSCN4849

DSCN4848

DSCN4855

DSCN4844

DSCN4843

DSCN4847

Po upolowaniu widoków w oknie pogodowym i zrobieniu zdjęć, trzeba było się zbierać w dół. Wtedy zawsze towarzyszy smutek, że trzeba już wracać (chwilo trwaj!!!).

Poniżej jeszcze kilka zdjęć z drogi powrotnej.

IMG_0101

IMG_0103

IMG_0099

DSCN4860

DSCN4861

I na koniec, tradycyjnie krótkie podsumowanie wraz z moją oceną szlaku oraz plan trasy:

Plan

Trasa nie jest długa jeśli chodzi o ilość kilometrów, jednak z uwagi na to że przez cały czas pniemy się w górę (start z 1023 m n.p.m., meta 2452 m n.p.m. co daje ponad 1400 m pokonania przewyższenia) sprawia, że staje się dość długa czasowo a najbardziej daje w kość zejście (praktycznie zero odcinków w "płaskim" terenie).

Długość trasy w kilometrach ok. 15 km
Czas przejścia z odpoczynkami ok. 10 godzin
Przewyższenia w metrach ok. 1400
Łańcuchy, klamry brak i nie są potrzebne
Przepaście brak
Przejście grzbietami brak

Jeśli chodzi o trudność - nie ma żadnych elementów, gdzie przydadzą się ręce do pomocy (Krywań był trudniejszy) i nie ma także momentów gdzie idziemy obok przepaści, także polecam każdemu kto ma cierpliwość w dążeniu do celu

29

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

© Nasze Małe Wyprawy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci